» Przejdź do Menu «
DobrySennik.pl » Paranormalne historie » Inne historie » Lekcja czarnej pustki

Lekcja czarnej pustki

Lekcja czarnej pustkiChciałam opowiedzieć tutaj swoją historię. Przeżycia te miały miejsce w roku 2011 i 2012. Od dawna czułam wielką potrzebę by opisać je w przystępny sposób. Chciałam żeby światło świadomości oświetliło te przeżycia i pozwoliło nabrać dystansu to tego co miało miejsce, ale dopiero teraz czuję się do tego zdolna.

Z jednej strony jestem osobą nadwrażliwą i często nadmiernie reaguję na pewne wydarzenia, lub brakuje mi do nich dystansu, a z drugiej - jestem naukowcem, mam doktorat z biologii i umiem posługiwać się sceptycyzmem i krytyką. Jednak w czasie tych wypadków straciłam swój zdrowy krytycyzm i zabrakło mi kompletnie dystansu.

W czerwcu 2011 roku wybrałam się na wakacje z plecakiem i namiotem. To miał być pierwszy wypoczynek od paru lat. Bardzo się cieszyłam na myśl, że w końcu odpocznę od murów instytutu i poważnych spraw i wyruszę po przygodę! Plany rozpoczęłam już w kwietniu. Miała mi towarzyszyć przyjaciółka, nazwę ją tutaj Kasią. Chciałyśmy, żeby wypad był spontaniczny i nasz plan zawierał dużą swobodę w wybranych przez nas rozrywkach. Na pierwszy rzut - wspaniałe warsztaty wprowadzające do zwyczajów Indian (celowo nie podaję w moim opowiadaniu szczegółów). Cały tydzień spędzony pod koronami sosen, w namiotach i tipi. Bardzo miło wspominam te kilka dni. Ludzie byli fantastyczni i otwarci. Wszystko było takie różne od mojej codzienności naukowej. Czułam, że tego właśnie potrzebuję - trochę innego spojrzenia na rzeczywistość. Wypalenie pracą powoli ustępowało. Chciałam więcej takiego czasu.
Dlatego po warsztatach razem z Kasią zdecydowałyśmy się na dalszą eksplorację okolicy. Rozbiłyśmy namiot nad pobliskim jeziorem. Tam miało miejsce pierwsze dziwne wydarzenie, które uważam za preludium tego co nastąpiło w późniejszym czasie.

Od dwóch dni zbierało się na burzę. Codziennie jednak niezmiennie było upalnie i świeciło przepiękne słońce. W końcu jednak, pewnej nocy pogoda się zdecydowała i rozpętała się prawdziwa nawałnica. Obie z Kasią obudziłyśmy się, było około drugiej w nocy. Wiatr wył i trzaskały pioruny. Byłyśmy gotowe zabrać plecaki z namiotu i schronić się w pobliskim budynku hotelu. Jednak leżałyśmy niezdecydowane, być może nawałnica wydała się nam niedostatecznie silna by uciekać. Nagle obie zaczęłyśmy mieć dziwne wrażenie, włosy jeżyły się nam na głowach, kiedy słuchałyśmy dźwięków z zewnątrz. Patrzyłyśmy na siebie w milczeniu, najwyraźniej słyszałyśmy to samo. Dźwięk wiatru był bardzo dziwny, jakby coś wielkiego latało w koło namiotu, zataczając koła. W dźwięku wiatru słuchać było inne przerażające dźwięki, które chyba wprowadziły mnie w jakiś trans i miałam wrażenie, że gdybym rozpięła ścianę namiotu, była by tam tylko wielka czarna pustka. W końcu burza ucichła, ale wrażenie zostało we mnie, nienazwane, dziwaczne. Jakby przeczucie tej czarnej pustki.

Potem były zwyczajne wakacje pod namiotem, przez następne kilka dni odpoczywałam w najlepsze i nie zaprzątały mi głowy żadne zmartwienia. Wpadłyśmy na pomysł, by odwiedzić kolejne warsztaty z Indianami. Tym razem miała to być jakaś ceremonia kilkadziesiąt kilometrów od miejsca naszego pobytu nad jeziorem. Wykazując się wielką determinacją dotarłyśmy na miejsce zdarzenia (po drodze miałyśmy bardzo dużo sytuacji, kiedy lepiej było zrezygnować, niż się upierać na obranym kierunku). Niby kilkadziesiąt kilometrów, ale przeprawa jak przez pół Polski. Ale cóż nas mogło powstrzymać.

Kiedy pojawiłyśmy się na miejscu Kasia wpadła w zachwyt. Przysłowiowy domek na prerii, daleko nawet do najbliższej wsi, kozy, kotki i znów te wspaniałe tipi na horyzoncie. Ja byłam dziwnie zawiedziona, gospodarze wydali mi się niegościnni, miejsca za mało na imprezę którą planowali. Rozchmurzyłam się dopiero gdy zobaczyłam stary las sosnowy. Widok i szum lasu zawsze mnie uspokajały. Skoro był las, było pięknie. Niestety dom ten stał się dla mnie pułapką. Ja byłam myszą, która dała się w nią wciągnąć mimo ostrzeżeń intuicji. Dalsze wydarzenia obfitowały w dwie warstwy rzeczywistości: warstwę pozorów (przyjaźń, wspólne przygotowanie posiłków, wspólne budowanie namiotu potów, wspólne przygotowywanie ogniska i ceremonii, wspaniali goście z zagranicy - prawdziwi szamani) oraz warstwę złowrogiej czarnej pustki, którą czułam gdzieś na karku (złośliwe i jakby uwodzące spojrzenia 'szamanów' dziwne uśmiechy, kłótnie i walki między nami, nawet kradzieże, wyłudzanie pieniędzy, niemożność spania w nocy). Tak, zostałam rozpięta między tymi dwoma sprzecznościami na wiele następnych miesięcy.

Ceremonia składała się z uroczystego wyznaczenia reprezentantów pięciu elementów: Wody, Powietrza, Ognia i Ziemi. Wszystkie wybrane kobietki czuły się niezwykle wyróżnione i szczęśliwe. Miały pełnić określone zadania w czasie ceremonii, było to niezapomniane przeżycie.
I w samym środku ja, piaty element - wybrana na Miłość. Miałam ubrać się w białe ubranie i trzymać w dłoniach jak dziecko jakieś zawiniątko. Potem wiele miesięcy później przeczytałam o rytuałach czarnej magii i roli centralnej kobiety ubranej na biało. Zrobiłam straszną rzecz biorąc udział w tej ceremonii. Nikt poza mną nie zdaje sobie sprawy co zrobiliśmy. Tylko ja, mój mąż i moja mama wiemy obecnie co było grane. Po wielu miesiącach cierpień.

Przez dni które nastąpiły po tej ceremonii godne uwagi są następujące rzeczy: wzrost agresji miedzy uczestnikami warsztatów, kradzież i wypędzenie jednego z członków warsztatów (niesłuszna czy słuszna - był to szok dla wszystkich), niemożność spania w nocy, ciągła praca i pewnego popołudnia mój niewytłumaczalny atak paniki. Nagle w środku dnia wśród ludzi zaczęłam krzyczeć i jęczeć i nie mogłam przestać. Przestałam czuć ręce i stopy, ludzi widziałam jak przez mgłę, serce waliło mi jakbym biegła maraton. Oczywiście wszyscy zaczęli mi pomagać każdy na swój sposób. Wtedy też usłyszałam słowa: "czy nam ufasz? żebyśmy ci pomogli musisz nam ufać". Jasne że tak, odpowiedziałam 'szamanom'. Nie mogłam, nie potrafiłam stamtąd wyjechać, nawet gdy skończył się mój urlop. Byłam im bardzo potrzebna, byłam niezwykła, jedyna w swoim rodzaju, miałam ważniejszą misję do spełnienia niż jakaś tam praca w instytucie. Nie mogłam rozmawiać przez telefon z moim mężem, ani z moją mamą (nie chciałam, czułam do nich złość, stawali się przeszkodą). Kasia przeżywała swoje, szamanka leczyła ją z problemów emocjonalnych, co całkowicie ją pochłonęło. Nie mogliśmy się stamtąd ruszyć dopóty dopóki nie wyznaczono mi kolejnego 'zadania' - mam przyjechać do Barcelony za kilka dni i wziąć udział w kolejnej ceremonii, razem z Kasią. Wtedy dopiero poczułam się jakby wypuszczona. Trudno to inaczej nazwać. Triki, które stosowali fałszywi szamani to były triki psychologiczne, podobne do tresowania zwierząt i do metod stosowanych w sektach. Byłam wyczerpana fizycznie. Do tego stopnia, że zasypiałam w samochodzie obcego mężczyzny, który podwoził nas dwie z Kasią samochodem na stację kolejową. Zdałam sobie sprawę, że nie jadłam od kilku dni, tylko przygotowywałam jedzenie dla innych.

W domu zostałam przywitana przez zmartwionego męża. Niemal od razu obwieściłam, że jadę do Barcelony i nic mnie nie powstrzyma. Był przerażony. Nie dało się ze mną rozmawiać. Ja byłam zimna emocjonalnie jakby zaczarowała mnie Królowa Śniegu. Bliscy dotąd ludzie byli mi całkowicie obojętni. Stanowili jedynie przeszkodę w wykonaniu mojej misji. Mój mąż cierpiał dwa kolejne miesiące moich podróży po Europie, kiedy rzadko kiedy raczyłam w ogóle odebrać telefon. Moja biedna mama zastanawiała się czy wezwać interpol, jej telefonów w ogóle nie odbierałam. W czasie podróży po Europie opłacałam moim 'opiekunom' podróże i benzynę a także ubrania i jedzenie z mojej karty kredytowej. W efekcie zabrakło mi na powrót do domu. Mama jak tylko się dowiedziała szybko mnie poratowała, ale ja uznałam to raczej za niefart, że teraz muszę jej być wdzięczna, niż naprawdę zobaczyłam w jakiej znalazłam się sytuacji. Niestety nic nie można było mi wtedy pokazać, żadnej prawdy o rzeczywistości. Wróciłam jednak do Polski i to się liczyło na początek.

W czasie tych podróży wiele rzeczy doświadczyłam jakby na innym poziomie świadomości. Godne uwagi jest to co pewnego dnia zobaczyłam za moim plecakiem w pokoju sypialnym w Barcelonie. Pierwszy raz zobaczyłam na własne oczy COŚ, co było wbrew wszelkiej logice i nie powinno istnieć. Głęboko to mną wstrząsnęło, ale niewystarczająco by mnie wybudzić z letargu. Mogę opisać to jak pełzającą żywą czarną plazmę. Widziałam ją przez chwilę. Nie wiem co to naprawdę było.
Nawiązywałam także relacje z innymi ludźmi na tym innym poziomie. Wydaje się, że dla 'szamanów' było to najważniejsze. Miałam wrażenie, że wypełniają mnie czarne błyskawice, które wychodzą z mojego brzucha do innych osób i te osoby zostają przeze mnie złapane jakby energetycznie. Takie osoby 'szamani' wykorzystywali np. do podwózek, czy płacenia, czy jakiś innych przysług. Ci ludzie nie mogli się uwolnić ode mnie, a ja miałam w sobie taki jakby demoniczny śmiech dla nich. Nie wiem kim się wtedy stałam.

Potem gdy wróciłam do Polski, byłam arogancka i nie bałam się niczego. W stosunku do mojego szefa zachowywałam się obojętnie. Nie zwolnili mnie, ale uważnie zaczęli obserwować w pracy. Wkrótce odbyła się rozmowa, w trakcie której powiedziałam, że rezygnuję. Schudłam strasznie. Nie chciało mi się jeść ani spać. W nocy mojego męża budziły drgawki, jedne po drugich jakbym miała epizody epilepsji nocnych. Męczyły mnie koszmary, ich tematem było głównie upokarzanie mnie na różne sposoby, uwodzenie i jakieś ryczące głodne istoty ciągnące mnie na kamienny stół. Koszmary o podobnej treści męczyły także mojego męża, jego brata i moją mamę. Miałam niejasne wrażenie, że ciemność zaczyna przerastać między ludźmi jak wielka grzybnia. Że celem jest cały świat, ale na początek moja rodzina i mojego męża.

Potem nastąpiła seria oszustw które popełnili 'szamani' wobec mnie i mojego męża, żeby zdobyć pieniądze. Najgorsze jednak było to, że namawiali mnie gorąco na ciążę. To chyba najcięższy kawałek z tych wszystkich przeżyć. Dwa kolejne miesiące cierpień zrobiły ze mnie cień kobiety, którą kiedyś byłam. Nie będę komentować tego co się wydarzyło. W każdym razie dwukrotne poronienie tak głęboko mną wstrząsnęło i całkowita obojętność 'szamanów' na moje cierpienie, że w końcu zaczęłam odzyskiwać utraconą pamięć i zdawać sobie sprawę jak bardzo skrzywdziłam swoje otoczenie moją nieczułością. Wraz ze świadomością zdarzeń przyszedł ogromny gniew, z którym nie umiałam sobie poradzić. Ten gniew zabijał mnie. Najgorsza była rozpacz, kiedy ponownie świadomie po 10 miesiącach przeczytałam wiadomości i maile od mojego męża wysłane w czasie moich podróży po Europie. Nie umiałam sobie wybaczyć. Uratowała mnie wtedy modlitwa. Modliłam się do Boga cały czas. Cały czas prosiłam Go o wybaczenie i o pomoc, żeby siebie nie znienawidzić.

Pewnego dnia napisałam 'wszystkiego dobrego na dalszej drodze' fałszywym szamanom i mimo ich usilnych intryg, zastraszania i próśb nie odpowiedziałam już więcej na żadną wiadomość. By się od nich uwolnić musiałam zmienić numer telefonu, pozamykać konta e-mailowe, konta na serwisach społecznościowych, ponieważ wciąż jakaś osoba ze świata ezoterycznego dopukiwała się do mnie z prośbą o kontakt z 'szamanami'.

W końcu po dwóch latach zdrowie psychiczne wróciło do mnie. Przestałam się bać, strach już mnie nie prześladuje na każdym kroku. Wyleczyłam się także z anemii, której się nabawiłam przy okazji mojej 'przygody'. Opisałam tutaj wydarzenia głównie dlatego, żeby osoby z podobnymi problemami mogły łatwiej je rozpoznać. Ja żyłam dzięki bardzo niewielu fragmentarycznym informacjom znajdowanym w internecie w relacjach innych osób i niewielu dostępnych publikacjach.

Ocena: 4.16 6 (głosów: 19)
Autor: Siostrzyczka | Dodano: 4 Marca 2014, godz. 20:07 | Odsłon (4276)

Podobne opowiadania z kategorii "Inne historie":

Najnowsze komentarze (1):
  • ~Katarzyna (12 Czerwca 2014, godz. 17:37)

    Przerażająca historia...
Dodaj komentarz »


Dodaj opowiadanie

Ostatnie komentarze

  • Wyczuwanie myśli innych A już myślałam, że mam coś w sobie, żart. A tak na poważnie, to często wyczuwam, kiedy myśl...
  • Dziwne postacie w lesie Hmmm... Możliwe, że to leszy, nawiązując do mitologii słowiańskiej. Są leszy, dość przyja...
  • Rozmazane zdjęcia na pewno w tym czasie się poruszyłaś, tak myślę///// zoska...
O nas | Mapa strony | RSS | Kontakt | Regulamin | Polityka prywatności | Informacja o cookies
Copyright © 2020 - DobrySennik.pl